środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 12


W co się ubrać? Grzebałam w szafie już naprawdę długo, nic nie mogłam znaleźć. Większość ciuchów była albo za mała, albo nie modna. Ugh. Zadzwonię najpierw do Vicki..

*przez telefon*
-Tak słuuuuuucham?- osoba po drugiej stronie połączenia zachichotała. Przewróciłam oczami.
-Vicki czy ty też idziesz na ten jakiś..festyn, dziś o 17? - 
-No jasne! Tego nie można ominąć. Balanga roku.
-Jaka ''balanga roku''?Przecież to tylko festyn...- zdziwiłam się, otwierając szeroko usta.
-Tak, tak, festyn..
-No?!
-U nas tak się na to mówi. Będzie dużo alkoholu i niezła zabawa! - Vicki była podniecona i zafascynowana.
-A.. narkotyki? - spytałam, przy słowie "narkotyki" ściszyłam głos.
-Ogar, bejb! Będzie dobrze. Opowiadaj lepiej co z tobą i tym Maxymem? - jej głos zrobił się słodszy i ciekawski.
-Przeleciał mnie.
-Ojeeeej, gratuluję, a już myślałam, że jesteś totalną nudziarą. - Victoria mocno się ucieszyła.
-Żartowałam.
-Julia, ja..- zrobiło jej się głupio, ale byłam twarda.
-Narazie - rozłączyłam się.

Vicki zadzwoniła ponownie, nie odebrałam. Telefony od niej nie urywały się, wciąż słyszałam mój dzwonek, co powoli doprowadzało mnie do szału. Wyciszyłam telefon tak, że słyszałam wibracje.
Ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Kto? - zapytałam chamsko.
-Hipopotam! - zawołał piskliwy głosik.
-Nie wyszło ci, przykro mi.
Do mojego pokoju wszedł mały krasnal o imieniu Roxy.
-Muszę ci coś powiedzieć, brzydka siostro. - zaczęła mała paskuda.
-A w ryj chcesz? - nieźle się wkurzyłam, miałam wielką ochotę uderzyć siostrę.
-Odwal się ode mnie, bo powiem mamie!
-Jesteś beznadziejna. - westchnęłam krzyżując ręce na piersiach.
-Nic nie mówić? OK! - Roxy już chciała wyjść, ale chwyciłam ją za łokieć.
-Zostań tu gnido. Co chciałaś powiedzieć?!- byłam ostra, do niej zawsze taka byłam.
-Możemy przeprowadzić teraz interesującą dyskusję, o ile chcesz. - Roxy zatrzęsła się.
-Nie wymądrzaj się. - powiedziałam z lekkim wahaniem, widziałam, że siostra mocno się trzęsie. - Co ci jest?!- podbiegłam do niej naprawdę blisko.
-Zimno mi.
-Ty masz gorączkę- stwierdziłam po dotknięciu jej rozpalonego czoła.- Biegnij do mamy.
-Chciałam ci powiedzieć, że jakiś chłopak stoi pod domem- zawołała Roxy, która była już na schodach.
-Cholera! Już 17:05!- wściekłam się sama na siebie. Na całe szczęście byłam już gotowa. Zbiegłam ze schodów w kilka sekund, najszybciej jak umiałam.
-Mamo idę na festyn, PA! - krzyknęłam szybko. Na szczęście Justin jeszcze czekał.
-Dziewczyno, jak długo mam czekać? - nie był zadowolony.
-Przepraszam, ja zapomniałam.
Justin złapał mnie za rękę. Mmm. Jego dłoń była ciepła, a dotyk  podniecający. W głębi bardzo się cieszyłam, że do tego doszło, ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Będziesz zła jak cię zdradzę? - zapytał z uśmiechem.
-Justin!
-No co?! Przecież nie jesteśmy prawdziwą parą...
Łza spłynęła mi po policzku. Miałam wielką nadzieję, że jej nie zauważył...


Obserwatorzy