wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 11

                                                                   

Z Justinem spędziłam resztę dnia. Było naprawdę świetnie. Dobrze się dogadywaliśmy, choć widziałam, że nic, a nic do mnie nie czuje. Szkoda. Dał mi swój numer, często dzwonił.
Nieźle nam wychodziło to udawanie. Po całym dniu z nim wreszcie wróciłam do swojego domu. Ach jak miło było zobaczyć mamę w kuchni gotującą przepyszny obiad. Gorzej było z widokiem Roxy. Roxy była moją siostrą. Miała 8 lat. Ach, jak ona wkurzała!
-Cześć, gdzie się włóczyłaś? - spytała mama mieszając jednocześnie zupę.
-Byłam u kolegi.
-W nocy?! - przestała mieszać.
-Mamo, do niczego nie doszło. Pomagałam mu, dziewczyna go rzuciła.
-Ach te dzieciaki...
-Mała poprawka, jesteśmy dorośli.
-Jesteś jak włóczykij z muminków! - krzyknęła Roxana.
-Mały gnomie, wypad!
-Sratatata, Jula to największe gówno świata! - zaśmiała się szczerbata dziewucha.
-O nie. Radzę ci wiać, bo jak cię dopadnę to wyplujesz te swoje brudne zęby! - ruszyłam w pogoń za siostrą.
-Zostaw ją, Julia! - warknęła mama.
-Ona zaczęła- powiedziałam, jak mała dziewczynka, której odebrano lizaka.
-Nie bądź dziecinna, panno "dorosła".
-Ale..
Mama zaśmiała się i z powrotem weszła do kuchni. Do moich nozdrzy dostały się smakowite zapachy. Aż zrobiłam się głodna.
-Mamo, kiedy obiad?
-Co?
-Kiedy obiad? - zapytałam głośniej
-Zaraz.
-Twoje zaraz trwa stanowczo za długo..- mruknęłam pod nosem.
-To nie ja włóczę się po nocach.
-A to jakoś słyszałaś?!
-Co?
-Nic- zaśmiałam się.

*if I was your boyfriend, I never let you go...*
Och, mój telefon dzwoni.
-Halo?
-Cześć moja dziewczyno. Wyskoczymy na miasto? Dziś jest jakiś festyn...czy coś. 
-Hej, jasne. Czyli randka?
-Nie randka. Po prostu chcę, aby Olivia była zazdrosna.
-Mhm.
-Ubierz się ładnie.
-Jasne...O której?
-Przyjdę po ciebie o 17. Buźki.
-Pa...


Obserwatorzy